aloocha blog

Twój nowy blog

acidland?

2 komentarzy

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Po co ten stres, myślisz, że nie masz nic
Każdy ma – nawet ty
Czasem trzeba to po prostu znaleźć
Miłość, noc i deszcz, życie też
Dla tego warto starać się
Powiedz, czy naprawdę nic nie jesteś wart
Znajdź to w sobie, tak

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Ten kraj jest jak psychodeliczny lot
Czujesz, że nie zmienisz nic
Spróbuj wziąć z tego coś
To przecież twoje życie jest
Popełniaj błędy i naprawiaj je
Gdy dotkniesz dna odbijaj się
Wykorzystaj czas, drugiego już nie będziesz miał

Nie poddaj się, bierz życie jakim jest
I pomyśl, że na drugie nie masz szans

Odetchnij więc, zastanów się, znajdź jego sens
Bierz życie takim jakie jest
I ciągle szarp i zmieniaj je, przed siebie idź
Bierz życie takim jakie jest
I zmieniaj je i ciągle walcz, przed siebie idź…
Acidland/Myslovitz

wybór? jaki znowu wybór…
zostawić to wszystko… niech się dzieje co chce. i tak nic nie zmienię, nic nowego tu nie wniosę… jestem niczym, nikim…
tkwię w chwili obecnej, tu i teraz… nie jestem szczesliwa, ani przygnebiona, nie kocham i nie nienawidze… nie potrafie… nie umiem wybierać… jest mi wszystko jedno, wszystko jedno…

jestem zmęczona tym wszystkim. tym, że wszyscy się nienawidzą, tym, że wszystcy dookoła są fałszywi… komu ufać?

jeszcze tylko 4 miesiące, przeklęte 4 miesiące… błogosławiony koniec. albo i początek? od przeszłości się nie ucieknie… od teraźniejszosci tym bardziej…
mozna walczyc, mozna sie schowac, mozna upozorowac ucieczke… odwracac wzrok, isc w innym kierunku… chodzic wlasnymi drogami?
//
co sie ze mna stalo…?
nienawidze…
Boże, dlaczego???????
czy ja już nie potrafie kochac?
czasem nienawidze samej siebie…
a slowo kochac juz nic nie znaczy…
liczy sie tylko byc…

‚chemiczny świat, pachnący szarością, z papieru miłością…’

///

4 komentarzy

jest okej. teoretycznie jest okej.
nie jest tak jak przedtem bo nigdy juz nie bedzie. cóż… moze i lepiej? gdy tracimy jedno, otwieraja sie przed nami inne, nieznane sciezki…
wiele stracilam i – co jest najgorsze – nie moge juz tego odzyskac. inni zajeli moje miejsce, a ja nie zamierzam nikomu stawac na drodze.
co bym chciała? cofnac czas? nie. co prawda wiem, co bym zmienila, jak inaczej bym postapila, ale… w zasadzie to i tak jest nierealne wiec po co nad tym rozmyslac.
chcialabym po prostu zeby ludzie uczyli sie na bledach innych, i, co najwazniejsze, mysleli zanim cos zrobia. bo czasami nie zdajac sobie z tego sprawy krzywdza innych i powoduja lawine kolejnych nieszczesc. to wszystko jest jak domino, wystarczy potrącić jeden klocek, a spadną wszystkie.
i wlaśnie tego bym chciała. żeby ludzie w koncu to zrozumieli, ze inni tez maja uczucia. i ze trzeba postarac sie zrozumiec, poczuc to, co czuja inni. troche empatii. a dopiero potem wykonac ruch, majac pewnosc ze nikt nie bedzie cierpial. bo na co to? nie mozna ignorowac innych, bo jestesmy na nich skazani. nasze zycie opiera sie na kontaktach z drugim czlowiekiem. jezeli bedziemy krzywdzic kazdego dookola zostaniemy z niczym.
i jeszcze jedno – nie warto. naprawde nie warto poswiecac przyjazni dla milosci.
uhm i jeszcze – taka mała uwaga… teoretycznie przyjaciol, ktorzy odeszli, a chca wrocic powinno sie przyjmowac z otwartymi ramionami, tak? teoretycznie i… zalezy kogo.
dedykowane.

Asiek:* kocham cie;*

psss…

2 komentarzy

do dupy to wszystko. ‚czasami człowiek ma chwile, że by to wszystko jebnął’. ja właśnie mam takie chwile… nie wiem co się dzieję… czuję sie jakbym ogladala to wszystko z góry… jestem tylko niemym widzem sytuacji, które czesto mnie dotyczą. zgadzam sie bezwiednie na wszystko, nie wyciagajac konsekwencji. ale po co? kto mnie bedzie z tego rozliczal? nie podejmuje decyzji, to inni podejmuja je za mnie, niszczac mi zycie… ‚a mialo byc tak pieknie’. taa. mhm. bzdura. wszystko to jest bzdura. irracjonalne, kompletnie bez sensowne.
boję sie? nie. nie czuje strachu… strach to pojecie wzgledne? po co sie czegos bac? jezeli cos ma byc, to bedzie… wierze w przeznaczenie.
przykro mi? smutek to też nie jest… nie placze. w miare mozliwosci sypiam. nie zadreczam sie.
STOP.
i moze tu tkwi problem? zadreczam sie. i to jak. martwie sie rzeczami, ktorymi nie powinnam. ‚a ja to wszystko mam gdzieś, póki to jakoś mnie nie dotyka’- kolejna bzdura. osłona. skorupa. dobre ukrycie. postawa obronna z psychologicznego punktu widzenia. po prostu udawanie… kogos kim sie nie jest… stwarzam pozory, że jest okej. że mnie to nie rusza. że jestem silna i twarda. a w srodku? jestem rozbita. podarta na kawałki. maksymalnie przewrażliwiona.
‚zakładasz szary płaszcz… łatwo wtapiasz się w upiornie trzeźwy świt… obmyślasz każdy gest… na wypadek by nikt nie odgadł kim naprawdę jesteś.’
trzeba wziąc sie w garsc. podniesc sie. nie moge byc taka… taka… przybita. glowa do gory, usmiech na twarz… jeszcze tylko wlozyc swiatelko do oczu i zaczynamy kolejny dzien…

jak to jest?

2 komentarzy

jak to jest że nasi „przyjaciele” nas opuszczają? dlaczego? świadomie, albo i nie, ranią nas.
czy ja proszę o tak wiele? o odrobinę zrozumienia, o odrobinę zainteresowania, współczucia, o odrobinę miłości… czy to za wiele? widocznie tak…
uczucie nie do opisania.. coś w stylu odrzucenia, ale sto razy gorsze… żal, straszny żal i to poczucie bezradności, bezsilności… samotności…
a z drugiej strony rozgoryczenie i wściekłość…
‚so what should i do?’

„powoli przyzwyczajam się
do swej nieobecności
powoli przyzwyczajam się
do swej obojętności i tak
czasem sobie myślę że
lepiej byłoby gdyby nie było mnie
a może nie
a może właśnie mylę się
i tak sobie myślę że
wszystko czego pragnę czego chce
spala się
zanim wyciągnę po to ręce
spala się

to tylko jedno tylko proszę cię

odpocznijmy
połóżmy się
zapomnijmy

powoli przyzwyczajam się
do swej nieobecności
powoli przyzwyczajam się
do twej bezradności i tak
czasem sobie myślę że
lepiej byłoby gdyby nie było cię
a może nie
a może właśnie mylę się
i tak sobie myślę że
wszystko czego pragniesz czego chcesz
spala się
zanim wyciągniesz po to ręce
spala się

to tylko jedno tylko proszę cię

odpocznijmy
połóżmy się
zapomnijmy”

‚odpocznijmy’/happysad

no cóż. dziwnie jest. jakoś tak się czuję… dziwnie… niby wszystko wporząsiu, wszyscy się kochają, panuje wręcz idealna atmosfera. ale moze znacie to uczucie, ze cos zaczyna sie psuc tak od srodka… ze zaczyna sie rozpadac, a potem nagle peka jak banka mydlana? to wszystko jest takie… inne, takie niezrozumiale… ostatnio duzo rozmyslam i dochodze do dziwnych wnioskow… probuje odpowiedziec na najwazniejsze pytanie: ‚dlaczego?’, ale na nie nie ma odpowiedzi. dlaczego spotkalam tych ludzi na swojej drodze? bo poszlam do tej szkoly. dlaczego poszlam do tej szkoly? bo chcialam. dlaczego chcialam? dlaczego dostalam sie akurat do tej klasy? dlaczego wybralam tak a nie inaczej?
co tym wszystkim kieruje? jaki my mamy na to wplyw? czy mozemy zmienic przeznaczenie? czy wlasnie nagla zmiana zdaina jest naszym przeznaczeniem? moze tak ma byc?
jest tyle pytan bez odpowiedzi… odbijaja sie w naszej glowie bez echa, nawet sie nie zastanawiamy… zapominamy…
zapomnienie. jak mozna o czyms, albo, co gorsza, o kims zapomniec? jak mozna wymazac cos ze swojej pamieci? jakas osobe, przezycia, momenty, minuty…
z biegiem czasu kazdy zapomina… albo stwarza pozory, ze zapomnial, a tak naprawde pamieta, mysli, rozwaza?
co jest prawda? jaka jest prawda? czy kiedys ja poznamy? do prawdy mozna dojsc tylko wlasna szczeroscia…
a moze lepiej jej nie znac…?
chociaz… kolejne pytanie bez odpowiedzi.

pozory myla.
trzeba czasu by kogos poznac…
czas pokazuje jak bardzo sie mylilismy…
niestety…
rozczarowanie?
nie, to chyba nie to… raczej smutny koniec… chcialabym albo cofnąć czas i wszystko pozmieniac, albo przyspieszyc i zdazyc wszystko zapomniec…
powoli do przodu… kazda minuta i godzina… kazdy dzien…
starania to nie wszystko…
a zreszta… i tak ta osoba, ktora powinna to przeczytac tego nie zrobi…

człowiek jest zupełnie sam…
‚mowa srebrem, milczenie – złotem’…

Czy to miało byc to uczucie co motywuje nas do działania? Dodaje nam chęci by trwać dalej w swoich przekonaniach, i brnąc do osiagniecia celu? Nadzieja…
Wiara… Miłość…
Bo ‚Trzeba przecież kochać coś by żyć, mieć gdzieś jakiś własny lad choćby o te dziesięć godzin stąd’:)
A ja kocham, lubie, szanuje , nie chce, nie dbam, żartuje, w myśli ( w mowie) , w sercu… Lecz nie na ślubnym kobiercu…
Warto miec nadzieje! Gorzej jednak jak zawiedlismy sie juz kilka razy…I nadzieja nam nie pomogla. Może wtedy lepiej jej nie mieć? By nie odczuwac tej pustki w sobie? Lepiej sie poddać? Od razu sobie odpuścić?
Uważam,ze trzeba mieć nadzieje ,ale w granicach’zdrowego rozsądku’. A teraz nasuwa sie pytanie’Czy ja mam zdrowy rozsadek?’
Bo czasem nie warto angażowac sie w cos , co jest praktycznie niewykonywalne. Tracić tylko czas, zamartwiać sie… Uda sie czy nie? Ale z 2 strony jak sie na wstępie poddamy, w dalszym zyciu możemy załować… I tylko rozmyślać’ a jak by to było gdybym jednak…’ I teraz nastepne trudne pytania tworza sie w głowie. Pytania na ktore odpowiedzi jeszce nie ma… I nie bedzie poki nie przezyje tego sama… Wiec moze lepiej sprawdzic?
Teraz już wiem co zrobie… wiem tez czego nie zrobie, i wiem co chicałabym zrobic ale nie uda mi sie to, i nie z własnej winy…
‚Czy warto było szaleć tak, przez całe zycie? Czy warto było,starać sie-jak ja? Czy warto było kochac tak- aż do bolu?’

Chce przezyc to życie po swojemu, nikogo nie udawać, spełnic swoje marzenia i miec zawsze nadzieje… Niczego nie załowac , a tym bardziej żałowac tego czego nie zrobiłam tylko dlatego,ze w to zwatpiłam. Tak wiec… żyje, staram sie i chce…

beznadzieja.

i tyle.

niech mnie ktos stad zabierze…

byle szybko…

zdycham od środka… narazie jeszcze nie widac, ale pewnie niedlugo bedzie masakra. trzymajcie kciuki.

kocham was

Czy od dzis moge to wszystko mieć w dupie??? Moj wyglad zewnetrzny? Moja dusze i wnetrze? Moja osobowość albo nawet jej brak? Niby coś? Niby ktoś? A jednak nic, a jednak nikt… Tak to wyglada.No bo co ja zmienie? Na co ja wpływam? Co z tego ,ze podniose ten paierek z ziemi, lub pomoge jakiemus zwierzaczkowi, skoro rezte to nie obchodzi? Nawet nie ze nie interesuje, oni cie poprostu wysmieja… Moja egzystencja w niczym nie pomoże. No bo jak by to było gdyby mnie nie było? No własnie… Nikt nie byłby bardziej szczesliwy, ani nikt by sie zbytnio tym nie przejal… No weic o co tu chodzi???


  • RSS